sobota, 22 czerwca 2013

Koniec

Z przykrością stwierdzam iż zakańczam pisanie tego bloga. Nikt nie czyta oprócz A . a nie ma sensu pisać blog tylko i wyłącznie dla jednej osoby :///

niedziela, 9 czerwca 2013

rozdział 5

Po długich godzinach lotu wysiadłam zmęczona z samolotu.
Rozejrzałam się czy przypadkiem nie czeka na mnie wujek z ciocią lecz na lotnisku był tylko zatłoczony tłum wsiadających i wysiadających ludzi z samolotów. Wzięłam swoje walizki i chwyciłam za komórkę. Na szczęście w domu znalazłam numer telefonu do tutejszej tu taksówki. Wybrałam numer i dogadując się z taksówkarzem po angielsku powiedziałam mu na jakiej ulicy się znajduję. Usiadłam na ławce czekając na  taksówkarza. Po około 15 minutach przede mną pojawiła się żółta taksówka. Wsiadłam i powiedziałam taksówkarzowi by udał się na wieś niedaleko stąd. Gdy taksówkarz ruszył ciągle rozglądałam się za oknem podziwiając wspaniałe widoki Paryża. Gdy zauważyłam plac zabaw przypomniał mi się mój brat Adaś. Zawsze z nim chodziłam na place zabaw bawiłam się z nim. Zatęskniłam również za moimi rodzicami, Merry, Kamilem, Sarą i Michałem. Za Michałem szczególnie. Z nim łączyła mnie tylko przyjaźń jednak od dawna czułam do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Zawsze był mi najbliższy oczywiście nie wykluczając Merry. Po około 45 minutach znalazłam się pod domem mojej ciotki. Zapłaciłam miłemu taksówkarzowi wzięłam walizki i wysiadłam. Idąc w kierunku drzwi stresowałam się . Wujka z Ciocią nie widziałam 2 lata. Przylecieli do nas gdy byłam w 6 klasie. Oczywiście jest również moja siostra cioteczna której nienawidzę. Matylda. Skąd ta nienawiść? Zawsze wszystko psuła. Pierwszy pocałunek z chłopakiem, wypad o północy na miasto ze znajomymi. Matylda ma 14 lat. Jest ode mnie o rok młodsza. Gdy zapukałam do drzwi ciekawiło mnie jak przywita mnie moja rodzina. Drzwi otworzyła mi skromna kobieta ubrana w fartuszek. Nie mogłam jej poznać. Była to dla mnie nowa twarz więc zdziwiona spojrzałam na twarz kobiety...

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 4.

Gdy Już Spakowałam się z pomocą Sary mocno się do niej przytuliłam i rozpłakałam na ramieniu. Sara
przytuliła mnie i pogłaskała mnie po moich czarnych długich włosach.        - Nie płacz Kochanie. Będziemy codziennie do siebie dzwonić.                           Powiedziała Cicho Sara a po 30 minutach musiała już iść. Gdy zostałam sama Wgapiałam się w okno jak zahipnotyzowana. Widziałam ten widok po raz ostatni. Drzewo, trawa, ulica domy i chodnik przez który ciągle przechodziło zabieganych ludzi.Wzięłam luźną koszulkę oraz krótkie spodenki i cichutko wymsknęłam się z pokoju do łazienki. Łazienka to chyba jedyne miejsce w której mam odrobinę prywatności. Gdy już się rozebrałam nalałam do wanny dużo płynów i gorącej wody. Weszłam do wanny i zamknęłam powieki relaksując się. Tego trzeba mi było, relaksu. Po 45 minutach wyszłam z wanny. Spłukałam wodę, wytarłam dokładnie swoje ciało i ubrałam się w koszulkę i krótkie spodenki. Wyszłam cicho z łazienki a gdy wchodząc do mojego pokoju moja samotność nie trwała długo. Zauważyłam na łóżku siedzącą moją mamę. - Czego chcesz ?        Spytałam zdenerwowana jej obecnością.     - Cami.Słoneczko porozmawiajmy.      Powiedziała z troską moja matka. Westchnęłam ciężko i usiadłam na krawędzi łóżka.     - Teraz Słoneczko? A jak dzwoniłaś do mojej ciotki byłaś bardzo zadowolona!         Rozpłakałam się. Moja mama mnie przytuliła.      - Ależ Cami zrozum my już z tobą nie dajemy sobie rady. Wrócisz jak będziesz szła do liceum a teraz Dobranoc.        Moja mama wyszła z pokoju a ja położyłam się spać. Próbowałam zasnąć jednakże moje próby na nic.Zasnęłam dopiero około 4. Obudziłam się o 5 a dokładnie moja mama. Otworzyłam swoje zaspane powieki i przejrzałam się w lustrze. Miałam wory pod oczami tylko jedna godzina snu no tak... Wstałam wzięłam czarną bluzkę jeansową kamizelkę i czarne rurki. Poszłam do łazienki. Przemyłam twarz wodą i uczesałam włosy w koka. Do ozdoby związałam go bandamką i ubrałam się. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Poszłam na dół gdzie czekało na mnie śniadanie. Moje ulubione naleśniki polane czekoladą. Nie miałam na nie ochoty, nie miałam ochoty na nic a najchętniej na śmierć. Usiadłam przy stole wzięłam widelec w rękę i zaczęłam bawić się moim śniadaniem. Moja mama zauważając to od razu spytala             - Cami, dlaczego nie jesz? Zrobiłam je z myślą o tobie.                  Patrząc w talerz odpowiedziałam               - Nie mam apetytu.               Wstałam i poszłam po walizki. Wzięłam walizki i torbę i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i założyłam  trampki.            - Tata odwiezie cię na samolot.                   Powiedziała moja mama a ja czekając na mojego spóźnialskiego tatę oparłam się o drzwi. Mój tata zszedł 3 minuty później. Wziął moje bagaże i otworzył mi drzwi. Wyszłam i wsiadłam do auta. Miałam ochotę uciec. Włożyć kluczyki odpalić i odjechać jak najdalej jednak to było nie możliwe Po 1 nie miałam kluczyków a po 2 nie umiem jeździć. Mój tata włożył walizki do bagażnika i wsiadł do auta. Pojechał ze mną na lotnisko. Stojąc w korku założyłam słuchawki na uszy marząc o tym aby mój samolot odleciał. Gdy byliśmy już na miejscu zdjęłam słuchawki założyłem czarne okulary przeciwsłoneczne.            - Pomogę Ci...          Powiedział tata i odpinając pasy szykował się do wyjścia.            - Nie trzeba             Powiedziałam oschło i wysiadłam. Wzięłam swoje walizki i zapytałam ludzi czy odleciał samolot do Paryża. Niestety nie. Postawiłam walizki i czekając na samolot wyjęłam bilet. Po około 10 minutach samolot wylądował na lotnisku. Spakowałam swoje bagaże podałam bilet i wsiadłam. Zajęłam miejsce i odpaliłam smutna papierosa. Na szczęscie byłam w samolocie w którym można było palić.
______________________
Przepraszam, że tak długo ale brak weny :ccc.