Bloog opowiada o Dziewczynie która Wyjeżdża do swojej ciotki do paryża. Poznaje tam pewnego chłopaka. Czy coś między nimi zaiskrzy? Tego dowiecie się czytając następne rozdziały ;)
sobota, 22 czerwca 2013
Koniec
Z przykrością stwierdzam iż zakańczam pisanie tego bloga. Nikt nie czyta oprócz A . a nie ma sensu pisać blog tylko i wyłącznie dla jednej osoby :///
niedziela, 9 czerwca 2013
rozdział 5
Po długich godzinach lotu wysiadłam zmęczona z samolotu.
Rozejrzałam się czy przypadkiem nie czeka na mnie wujek z ciocią lecz na lotnisku był tylko zatłoczony tłum wsiadających i wysiadających ludzi z samolotów. Wzięłam swoje walizki i chwyciłam za komórkę. Na szczęście w domu znalazłam numer telefonu do tutejszej tu taksówki. Wybrałam numer i dogadując się z taksówkarzem po angielsku powiedziałam mu na jakiej ulicy się znajduję. Usiadłam na ławce czekając na taksówkarza. Po około 15 minutach przede mną pojawiła się żółta taksówka. Wsiadłam i powiedziałam taksówkarzowi by udał się na wieś niedaleko stąd. Gdy taksówkarz ruszył ciągle rozglądałam się za oknem podziwiając wspaniałe widoki Paryża. Gdy zauważyłam plac zabaw przypomniał mi się mój brat Adaś. Zawsze z nim chodziłam na place zabaw bawiłam się z nim. Zatęskniłam również za moimi rodzicami, Merry, Kamilem, Sarą i Michałem. Za Michałem szczególnie. Z nim łączyła mnie tylko przyjaźń jednak od dawna czułam do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Zawsze był mi najbliższy oczywiście nie wykluczając Merry. Po około 45 minutach znalazłam się pod domem mojej ciotki. Zapłaciłam miłemu taksówkarzowi wzięłam walizki i wysiadłam. Idąc w kierunku drzwi stresowałam się . Wujka z Ciocią nie widziałam 2 lata. Przylecieli do nas gdy byłam w 6 klasie. Oczywiście jest również moja siostra cioteczna której nienawidzę. Matylda. Skąd ta nienawiść? Zawsze wszystko psuła. Pierwszy pocałunek z chłopakiem, wypad o północy na miasto ze znajomymi. Matylda ma 14 lat. Jest ode mnie o rok młodsza. Gdy zapukałam do drzwi ciekawiło mnie jak przywita mnie moja rodzina. Drzwi otworzyła mi skromna kobieta ubrana w fartuszek. Nie mogłam jej poznać. Była to dla mnie nowa twarz więc zdziwiona spojrzałam na twarz kobiety...
Rozejrzałam się czy przypadkiem nie czeka na mnie wujek z ciocią lecz na lotnisku był tylko zatłoczony tłum wsiadających i wysiadających ludzi z samolotów. Wzięłam swoje walizki i chwyciłam za komórkę. Na szczęście w domu znalazłam numer telefonu do tutejszej tu taksówki. Wybrałam numer i dogadując się z taksówkarzem po angielsku powiedziałam mu na jakiej ulicy się znajduję. Usiadłam na ławce czekając na taksówkarza. Po około 15 minutach przede mną pojawiła się żółta taksówka. Wsiadłam i powiedziałam taksówkarzowi by udał się na wieś niedaleko stąd. Gdy taksówkarz ruszył ciągle rozglądałam się za oknem podziwiając wspaniałe widoki Paryża. Gdy zauważyłam plac zabaw przypomniał mi się mój brat Adaś. Zawsze z nim chodziłam na place zabaw bawiłam się z nim. Zatęskniłam również za moimi rodzicami, Merry, Kamilem, Sarą i Michałem. Za Michałem szczególnie. Z nim łączyła mnie tylko przyjaźń jednak od dawna czułam do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Zawsze był mi najbliższy oczywiście nie wykluczając Merry. Po około 45 minutach znalazłam się pod domem mojej ciotki. Zapłaciłam miłemu taksówkarzowi wzięłam walizki i wysiadłam. Idąc w kierunku drzwi stresowałam się . Wujka z Ciocią nie widziałam 2 lata. Przylecieli do nas gdy byłam w 6 klasie. Oczywiście jest również moja siostra cioteczna której nienawidzę. Matylda. Skąd ta nienawiść? Zawsze wszystko psuła. Pierwszy pocałunek z chłopakiem, wypad o północy na miasto ze znajomymi. Matylda ma 14 lat. Jest ode mnie o rok młodsza. Gdy zapukałam do drzwi ciekawiło mnie jak przywita mnie moja rodzina. Drzwi otworzyła mi skromna kobieta ubrana w fartuszek. Nie mogłam jej poznać. Była to dla mnie nowa twarz więc zdziwiona spojrzałam na twarz kobiety...
sobota, 8 czerwca 2013
Rozdział 4.
Gdy Już Spakowałam się z pomocą Sary mocno się do niej przytuliłam i rozpłakałam na ramieniu. Sara
przytuliła mnie i pogłaskała mnie po moich czarnych długich włosach. - Nie płacz Kochanie. Będziemy codziennie do siebie dzwonić. Powiedziała Cicho Sara a po 30 minutach musiała już iść. Gdy zostałam sama Wgapiałam się w okno jak zahipnotyzowana. Widziałam ten widok po raz ostatni. Drzewo, trawa, ulica domy i chodnik przez który ciągle przechodziło zabieganych ludzi.Wzięłam luźną koszulkę oraz krótkie spodenki i cichutko wymsknęłam się z pokoju do łazienki. Łazienka to chyba jedyne miejsce w której mam odrobinę prywatności. Gdy już się rozebrałam nalałam do wanny dużo płynów i gorącej wody. Weszłam do wanny i zamknęłam powieki relaksując się. Tego trzeba mi było, relaksu. Po 45 minutach wyszłam z wanny. Spłukałam wodę, wytarłam dokładnie swoje ciało i ubrałam się w koszulkę i krótkie spodenki. Wyszłam cicho z łazienki a gdy wchodząc do mojego pokoju moja samotność nie trwała długo. Zauważyłam na łóżku siedzącą moją mamę. - Czego chcesz ? Spytałam zdenerwowana jej obecnością. - Cami.Słoneczko porozmawiajmy. Powiedziała z troską moja matka. Westchnęłam ciężko i usiadłam na krawędzi łóżka. - Teraz Słoneczko? A jak dzwoniłaś do mojej ciotki byłaś bardzo zadowolona! Rozpłakałam się. Moja mama mnie przytuliła. - Ależ Cami zrozum my już z tobą nie dajemy sobie rady. Wrócisz jak będziesz szła do liceum a teraz Dobranoc. Moja mama wyszła z pokoju a ja położyłam się spać. Próbowałam zasnąć jednakże moje próby na nic.Zasnęłam dopiero około 4. Obudziłam się o 5 a dokładnie moja mama. Otworzyłam swoje zaspane powieki i przejrzałam się w lustrze. Miałam wory pod oczami tylko jedna godzina snu no tak... Wstałam wzięłam czarną bluzkę jeansową kamizelkę i czarne rurki. Poszłam do łazienki. Przemyłam twarz wodą i uczesałam włosy w koka. Do ozdoby związałam go bandamką i ubrałam się. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Poszłam na dół gdzie czekało na mnie śniadanie. Moje ulubione naleśniki polane czekoladą. Nie miałam na nie ochoty, nie miałam ochoty na nic a najchętniej na śmierć. Usiadłam przy stole wzięłam widelec w rękę i zaczęłam bawić się moim śniadaniem. Moja mama zauważając to od razu spytala - Cami, dlaczego nie jesz? Zrobiłam je z myślą o tobie. Patrząc w talerz odpowiedziałam - Nie mam apetytu. Wstałam i poszłam po walizki. Wzięłam walizki i torbę i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i założyłam trampki. - Tata odwiezie cię na samolot. Powiedziała moja mama a ja czekając na mojego spóźnialskiego tatę oparłam się o drzwi. Mój tata zszedł 3 minuty później. Wziął moje bagaże i otworzył mi drzwi. Wyszłam i wsiadłam do auta. Miałam ochotę uciec. Włożyć kluczyki odpalić i odjechać jak najdalej jednak to było nie możliwe Po 1 nie miałam kluczyków a po 2 nie umiem jeździć. Mój tata włożył walizki do bagażnika i wsiadł do auta. Pojechał ze mną na lotnisko. Stojąc w korku założyłam słuchawki na uszy marząc o tym aby mój samolot odleciał. Gdy byliśmy już na miejscu zdjęłam słuchawki założyłem czarne okulary przeciwsłoneczne. - Pomogę Ci... Powiedział tata i odpinając pasy szykował się do wyjścia. - Nie trzeba Powiedziałam oschło i wysiadłam. Wzięłam swoje walizki i zapytałam ludzi czy odleciał samolot do Paryża. Niestety nie. Postawiłam walizki i czekając na samolot wyjęłam bilet. Po około 10 minutach samolot wylądował na lotnisku. Spakowałam swoje bagaże podałam bilet i wsiadłam. Zajęłam miejsce i odpaliłam smutna papierosa. Na szczęscie byłam w samolocie w którym można było palić.
______________________
Przepraszam, że tak długo ale brak weny :ccc.
przytuliła mnie i pogłaskała mnie po moich czarnych długich włosach. - Nie płacz Kochanie. Będziemy codziennie do siebie dzwonić. Powiedziała Cicho Sara a po 30 minutach musiała już iść. Gdy zostałam sama Wgapiałam się w okno jak zahipnotyzowana. Widziałam ten widok po raz ostatni. Drzewo, trawa, ulica domy i chodnik przez który ciągle przechodziło zabieganych ludzi.Wzięłam luźną koszulkę oraz krótkie spodenki i cichutko wymsknęłam się z pokoju do łazienki. Łazienka to chyba jedyne miejsce w której mam odrobinę prywatności. Gdy już się rozebrałam nalałam do wanny dużo płynów i gorącej wody. Weszłam do wanny i zamknęłam powieki relaksując się. Tego trzeba mi było, relaksu. Po 45 minutach wyszłam z wanny. Spłukałam wodę, wytarłam dokładnie swoje ciało i ubrałam się w koszulkę i krótkie spodenki. Wyszłam cicho z łazienki a gdy wchodząc do mojego pokoju moja samotność nie trwała długo. Zauważyłam na łóżku siedzącą moją mamę. - Czego chcesz ? Spytałam zdenerwowana jej obecnością. - Cami.Słoneczko porozmawiajmy. Powiedziała z troską moja matka. Westchnęłam ciężko i usiadłam na krawędzi łóżka. - Teraz Słoneczko? A jak dzwoniłaś do mojej ciotki byłaś bardzo zadowolona! Rozpłakałam się. Moja mama mnie przytuliła. - Ależ Cami zrozum my już z tobą nie dajemy sobie rady. Wrócisz jak będziesz szła do liceum a teraz Dobranoc. Moja mama wyszła z pokoju a ja położyłam się spać. Próbowałam zasnąć jednakże moje próby na nic.Zasnęłam dopiero około 4. Obudziłam się o 5 a dokładnie moja mama. Otworzyłam swoje zaspane powieki i przejrzałam się w lustrze. Miałam wory pod oczami tylko jedna godzina snu no tak... Wstałam wzięłam czarną bluzkę jeansową kamizelkę i czarne rurki. Poszłam do łazienki. Przemyłam twarz wodą i uczesałam włosy w koka. Do ozdoby związałam go bandamką i ubrałam się. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Poszłam na dół gdzie czekało na mnie śniadanie. Moje ulubione naleśniki polane czekoladą. Nie miałam na nie ochoty, nie miałam ochoty na nic a najchętniej na śmierć. Usiadłam przy stole wzięłam widelec w rękę i zaczęłam bawić się moim śniadaniem. Moja mama zauważając to od razu spytala - Cami, dlaczego nie jesz? Zrobiłam je z myślą o tobie. Patrząc w talerz odpowiedziałam - Nie mam apetytu. Wstałam i poszłam po walizki. Wzięłam walizki i torbę i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i założyłam trampki. - Tata odwiezie cię na samolot. Powiedziała moja mama a ja czekając na mojego spóźnialskiego tatę oparłam się o drzwi. Mój tata zszedł 3 minuty później. Wziął moje bagaże i otworzył mi drzwi. Wyszłam i wsiadłam do auta. Miałam ochotę uciec. Włożyć kluczyki odpalić i odjechać jak najdalej jednak to było nie możliwe Po 1 nie miałam kluczyków a po 2 nie umiem jeździć. Mój tata włożył walizki do bagażnika i wsiadł do auta. Pojechał ze mną na lotnisko. Stojąc w korku założyłam słuchawki na uszy marząc o tym aby mój samolot odleciał. Gdy byliśmy już na miejscu zdjęłam słuchawki założyłem czarne okulary przeciwsłoneczne. - Pomogę Ci... Powiedział tata i odpinając pasy szykował się do wyjścia. - Nie trzeba Powiedziałam oschło i wysiadłam. Wzięłam swoje walizki i zapytałam ludzi czy odleciał samolot do Paryża. Niestety nie. Postawiłam walizki i czekając na samolot wyjęłam bilet. Po około 10 minutach samolot wylądował na lotnisku. Spakowałam swoje bagaże podałam bilet i wsiadłam. Zajęłam miejsce i odpaliłam smutna papierosa. Na szczęscie byłam w samolocie w którym można było palić.
______________________
Przepraszam, że tak długo ale brak weny :ccc.
sobota, 4 maja 2013
Rozdział 3
Moja mama rozzłoszczona zaczęła na mnie krzyczeć. Cami !
Jesteś strasznie nieodpowiedzialną kłamczuchą ! Chciałam abyś jechała do ciotki za tydzień ale najlepiej będzie abyś wyjechała jutro ! Jedziesz jutro z samego rana i bez żadnej mi tu dyskusji marsz do pokoju!- Nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Pobiegłam do mojego pokoju i skuliłam na podłodze. Jak ona mogła? Co ja teraz zrobię? Zadawałam sobie ciągłę pytania na których nie znałam odpowiedzi. Wybrałam numer do Merry, Kamila Sary oraz Michała. Przyjdą do mnie za 15 minut. Byli to moi jedyni przyjaciele na których mogę polegać. Po 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Moja mama poszła je otworzyć. Wpuściła do środka tylko 3 osoby. Michała Sarę oraz Kamila. Cała 3 pojawiła się pod moimi drzwiami i zapukała. Proszę - szepnęłam cicho. Wszyscy weszli do mojego pokoju. Gdy Michał zobaczył mnie w takim stanie od razu usiadł obok i wtulił mnie w jego silne ramiona. Cami, co się stało? - Spytała Sara a ja nie wiedziałam od czego zacząć. Ja-ja-jaa. - Wydukałam Tylko jakieś nie zrozumiane " ja ". Spokojnie już uspokój się. - Szepnąłem Michał i pogładził mnie po poliku. Od razu mi ulżyło. Objęłam go bardzo mocno i powąchałam mocno zapach jego perfum. Moja mama chce abym wyjechała jutro na jakąś wieś do mojej Ciotki... Na cały rok szkolny. - Po tych słowach rozpłakałam się jeszcze bardziej. Kamil ukucnął przy mnie i wytarł mi łzy chusteczką. Mała nie płacz będziemy przyjeżdżać do Ciebie prawda? - Zanim zdążyłam powiedzieć gdzie znajduje się wieś Sara powiedziała No właśnie. Cami jesteśmy z tobą - To bardzo miłe, że przyjaciele tak o mnie się troszczą ale od razu powiedziałam Ale ta wieś znajduje się niedaleko Paryża... - Szepnęłam cicho. Wszyscy spojrzeli na siebie bezradnie. Cami... Zawsze będziemy z tobą i nie opuścimy cię. Nawet jakbyś miała się znaleźć na końcu świata... - Powiedziała z troską Sara. Michał i Kamil już musieli iść. Poprosiłam Sarę żeby została ze mną jeszcze trochę a Sara bez namysłu zgodziła się. Gdy Kamil z Michałem wyszli Sara pomogła mi się pakować.
Jesteś strasznie nieodpowiedzialną kłamczuchą ! Chciałam abyś jechała do ciotki za tydzień ale najlepiej będzie abyś wyjechała jutro ! Jedziesz jutro z samego rana i bez żadnej mi tu dyskusji marsz do pokoju!- Nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Pobiegłam do mojego pokoju i skuliłam na podłodze. Jak ona mogła? Co ja teraz zrobię? Zadawałam sobie ciągłę pytania na których nie znałam odpowiedzi. Wybrałam numer do Merry, Kamila Sary oraz Michała. Przyjdą do mnie za 15 minut. Byli to moi jedyni przyjaciele na których mogę polegać. Po 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Moja mama poszła je otworzyć. Wpuściła do środka tylko 3 osoby. Michała Sarę oraz Kamila. Cała 3 pojawiła się pod moimi drzwiami i zapukała. Proszę - szepnęłam cicho. Wszyscy weszli do mojego pokoju. Gdy Michał zobaczył mnie w takim stanie od razu usiadł obok i wtulił mnie w jego silne ramiona. Cami, co się stało? - Spytała Sara a ja nie wiedziałam od czego zacząć. Ja-ja-jaa. - Wydukałam Tylko jakieś nie zrozumiane " ja ". Spokojnie już uspokój się. - Szepnąłem Michał i pogładził mnie po poliku. Od razu mi ulżyło. Objęłam go bardzo mocno i powąchałam mocno zapach jego perfum. Moja mama chce abym wyjechała jutro na jakąś wieś do mojej Ciotki... Na cały rok szkolny. - Po tych słowach rozpłakałam się jeszcze bardziej. Kamil ukucnął przy mnie i wytarł mi łzy chusteczką. Mała nie płacz będziemy przyjeżdżać do Ciebie prawda? - Zanim zdążyłam powiedzieć gdzie znajduje się wieś Sara powiedziała No właśnie. Cami jesteśmy z tobą - To bardzo miłe, że przyjaciele tak o mnie się troszczą ale od razu powiedziałam Ale ta wieś znajduje się niedaleko Paryża... - Szepnęłam cicho. Wszyscy spojrzeli na siebie bezradnie. Cami... Zawsze będziemy z tobą i nie opuścimy cię. Nawet jakbyś miała się znaleźć na końcu świata... - Powiedziała z troską Sara. Michał i Kamil już musieli iść. Poprosiłam Sarę żeby została ze mną jeszcze trochę a Sara bez namysłu zgodziła się. Gdy Kamil z Michałem wyszli Sara pomogła mi się pakować.
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 2
Po 5 minutach zaczęłam szykować się na spotkanie z
przyjaciółką. Otworzyłam szafę i nie wiedząc w co się ubrać podrapałam się po głowie. Po krótkim namyślę postanowiłam że ubiorę się tak http://www.faslook.pl/media/cache/08/c3/08c37aa9941cae38504e348d4ef7019b.jpg Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą przebrałam się w uszykowane wcześniej ubrania upięłam włosy w koński kucyk. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Założyłam buty i cichutko wymsknęłam się z domu. Szłam do parku 15 minut. Po chwili ujrzałam z dala czekającą na mnie Merry. Podeszłam do przyjaciółki i przywitałam się z nią. Cami co się dzieje gdy dzwoniłaś byłaś strasznie roztrzęsiona - Spytała z troską Merry. Wszystko jej wytłumaczyłam. Moja matka chce abym wyjechała do Paryża... To znaczy wiesz do mojej ciotki na wieś. Do szkoły. Uznała, że tak będzie lepiej.- Powiedziałam z łzami w oczach. Merry od razu mnie przytuliła i zaczęła pocieszać. Będzie dobrze uwierz. Zawsze będziemy w kontakcie. Później powiadomimy resztę a teraz chodźmy na lody. - Merry uśmiechnęła się do mnie słonecznie. Jak ona to robi zawsze jest uśmiechnięta i pogodna. Nie zwlekałam i ruszyłam w przyjaciółką w stronę butki z lodami. Gdy już byłyśmy na miejscu zamówiłyśmy sobie średnie śmietankowe lody. Oczywiście Merry musiała za nie zapłacić. Ej noo teraz miała być moja kolej! - Krzyknęłam roześmiana. A dziękuję gdzie? - Spytała Merry z uśmiechem. Dziękuję. - Powiedziałam uśmiechnięta. No widzisz? I od razu Ci lepiej z uśmiechem. Merry zawsze umiała mnie pocieszyć. Nawet wtedy gdy sama miała doła. Po lodach Merry odprowadziła mnie do domu. Szłyśmy razem śmiejąc się i wygłupiając. Gdy już byliśmy pod moim domem pożegnałam się z przyjaciółką i weszłam cichutko do domu z nadzieją, że nikt nie zauważył mojego zniknięcia. Jednakże myliłam się bo już gdy wchodziłam po schodach usłyszałam głośne chrząknięcie mamy. a Ty dokąd młoda Panno? - Spytała stanowczo moja mama. Zacisnęłam mocno powieki i zeszłam na dół. Byłam u Merry uczyć się na biologię... - skłamałam. Chociaż wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł ponieważ mamy wakacje więc nie ma żadnych sprawdzianów i, że ja nigdy się nie uczę... Po minie mamy wiedziałam, że nie będzie za wesoło.
przyjaciółką. Otworzyłam szafę i nie wiedząc w co się ubrać podrapałam się po głowie. Po krótkim namyślę postanowiłam że ubiorę się tak http://www.faslook.pl/media/cache/08/c3/08c37aa9941cae38504e348d4ef7019b.jpg Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą przebrałam się w uszykowane wcześniej ubrania upięłam włosy w koński kucyk. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Założyłam buty i cichutko wymsknęłam się z domu. Szłam do parku 15 minut. Po chwili ujrzałam z dala czekającą na mnie Merry. Podeszłam do przyjaciółki i przywitałam się z nią. Cami co się dzieje gdy dzwoniłaś byłaś strasznie roztrzęsiona - Spytała z troską Merry. Wszystko jej wytłumaczyłam. Moja matka chce abym wyjechała do Paryża... To znaczy wiesz do mojej ciotki na wieś. Do szkoły. Uznała, że tak będzie lepiej.- Powiedziałam z łzami w oczach. Merry od razu mnie przytuliła i zaczęła pocieszać. Będzie dobrze uwierz. Zawsze będziemy w kontakcie. Później powiadomimy resztę a teraz chodźmy na lody. - Merry uśmiechnęła się do mnie słonecznie. Jak ona to robi zawsze jest uśmiechnięta i pogodna. Nie zwlekałam i ruszyłam w przyjaciółką w stronę butki z lodami. Gdy już byłyśmy na miejscu zamówiłyśmy sobie średnie śmietankowe lody. Oczywiście Merry musiała za nie zapłacić. Ej noo teraz miała być moja kolej! - Krzyknęłam roześmiana. A dziękuję gdzie? - Spytała Merry z uśmiechem. Dziękuję. - Powiedziałam uśmiechnięta. No widzisz? I od razu Ci lepiej z uśmiechem. Merry zawsze umiała mnie pocieszyć. Nawet wtedy gdy sama miała doła. Po lodach Merry odprowadziła mnie do domu. Szłyśmy razem śmiejąc się i wygłupiając. Gdy już byliśmy pod moim domem pożegnałam się z przyjaciółką i weszłam cichutko do domu z nadzieją, że nikt nie zauważył mojego zniknięcia. Jednakże myliłam się bo już gdy wchodziłam po schodach usłyszałam głośne chrząknięcie mamy. a Ty dokąd młoda Panno? - Spytała stanowczo moja mama. Zacisnęłam mocno powieki i zeszłam na dół. Byłam u Merry uczyć się na biologię... - skłamałam. Chociaż wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł ponieważ mamy wakacje więc nie ma żadnych sprawdzianów i, że ja nigdy się nie uczę... Po minie mamy wiedziałam, że nie będzie za wesoło.
czwartek, 2 maja 2013
Rozdział 1
Caami!-Usłyszałam wołanie z dołu mamy. Zerwałam się z łóżka i zeszłam na dół. Gdy już byłam w salonie wszyscy na mnie czekali. Mama Tata i Brat. Usiadłam na fotelu wiedziałam, że będzie to ciężka rozmowa więc westchnęłam głęboko i spojrzałam na rodziców. Więc? O co chodzi? - Spytałam Cicho. Moja mama spojrzała na mnie i powiedziała. Ponieważ to już ostatnie dni wakacji i będzie zaczynał się nowy rok szkolny wyjedziesz do Paryża...- Wiedziałam doskonale co chce powiedzieć moja mama. Podkuliłam nogi a na mojej twarzy pojawił się smutek. Wyjedziesz do Ciotki Camil. Postanowiliśmy z Tatą, że tak będzie najlepiej dla nas wszystkich. Wrócisz za rok na wakacje... - Nie pozwoliłam jej dokończyć miałam w tej chwili mieszane uczucia. Każdy by się cieszył tyle, że nie ja. Paryż... Miliony sklepów z różnych marek wspaniałe widoki ale nie tam... Pojadę do jakieś wsi która jest 30 km oddalona od Paryża. To będzie koszmar. Za nim moja Matka dokończyła wybuchłam płaczem i złością. Nienaiwdze was !! Nienawidzę!!!!- Krzyknęłam i wybiegłam z salonu. Zamknęłam się w moim pokoju i skuliłam na łóżku płacząc w poduszkę. Jak Oni mogli? Dlaczego? Co z moimi przyjaciółmi? Przez głowę przeleciało mi 1000 różnych myśli. Gdy już się uspokoiłam chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Merry. Merry była prawdziwą przyjaciółką zawsze mnie rozumiała. Halo? - Usłyszałam głos w słuchawce. Merry? Za godzinę tam gdzie zawszę, proszę. - Szepnęłam i zakończyłam roztrzęsiona połączenie.
)_________________________________(
No Hej ! Oto 1 rozdział, i jak wam się podoba? Rozdziały będą pojawiać się dość rzadko ponieważ kara na kompa ; (. Czekam na opinie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



